Meteoryt to tylko źródło światła

O „Ys”, Joannie Newsom i znaczeniu słowa „melika”

10 minut

Meteoryt to tylko źródło światła

O „Ys”, Joannie Newsom i znaczeniu słowa „melika”

/

/

10 minut

Tekst pierwotnie opublikowany w magazynie studenckim „Niewinni Czarodzieje” pod tytułem Safona z Kalifornii, czyli wstęp do meliki Joanny Newsom. (Poniżej w wersji zmienionej względem oryginału.)

Siostra Melika

Melika to termin nieco już zapomniany. Określa on poezję recytowaną rytmicznie przy akompaniamencie instrumentu i –⁠ jak jego terminologiczna bliźniaczka, „liryka” –⁠ stanowi owoc kultury greckiej.

Od czasów świetności starożytnej Grecji minęło kilka tysiącleci i z dwóch podobnych, ściśle ze sobą związanych terminów ostała się nam w zbiorowej świadomości wyłącznie liryka; poezja niemuzyczna, ścieląca sobie gniazdo w zupełnej ciszy.

Współcześnie poezja uniezależniła się nie tylko od muzyki, ale także dźwięku jako takiego. Zaskakująco często natykam się na wiersze, których w pełni zaznać można jedynie jako czytelnik –⁠ czy to ze względu na specyficzny układ liter na kartce, czy ujmowanie pojedynczych słów w nawiasy (zabieg niedający się oddać przy recytacji). Bywa, że młodzi, początkujący autorzy tworzą wiersze nierecytowalne zupełnie nieświadomie.

Tego rodzaju „odmuzycznienie” jest procesem trwającym od setek lat –⁠ niektórzy doszukują się w nim wręcz fundacyjnej cechy poezji w dzisiejszym rozumieniu tego słowa1. Wiersze to już nie czekający odczytu zapis słownych nut, ale samodzielny, wizualny schemat, który mieszka na kartce i odtwarzany jest wyłącznie w głowie czytelnika. Z kolei teksty piosenek –⁠ przeciwnie, odbiegają od uporządkowanej, dającej się zapisać formy i są z każdą dekadą coraz bardziej fragmentaryczne.

Wiele zależy oczywiście od gatunku, ale szczególnie w hip-hopie bywa trudno zawrzeć takie teksty w kolumnie uładzonych wersów, jakby po prostu tam nie pasowały. Niektórym ten stan rzeczy podsuwa niesłuszny wniosek, że dzisiejsza muzyka jest gorsza od tej dawnej (choć paradoksalnie odwrotne zjawisko w poezji jest afirmowane). Można by powiedzieć „po dziadersku”, że kiedyś, gdy muzykę ubierano w strofy, piosenki miały spójny sens, nad którym trzeba się było zastanowić –⁠ dziś natomiast królują fragmentaryczność, skakanie z tematu na temat i wszechobecne ad-libsy.

Hip-hop rozwinął się już po wynalezieniu urządzeń nagrywających, a technologia pozwoliła muzykom nakładać na siebie różne warstwy głosu –⁠ co dodatkowo ułatwił później rozwój programów komputerowego. Techniki opracowane przez czarnych amerykańskich awangardzistów przeniknęły do innych gatunków, ale nie zawsze z pozytywnym skutkiem.

Dziś koncerty niejednej gwiazdy popu nie mogą odbywać się bez odtwarzania już nie tylko aranżacji, ale także rozbitego na kawałki głosu wykonawczyni. Wszystko komplikuje w dodatku kultura feature’u, popychająca artystów do zawierania współprac –⁠ zazwyczaj mało twórczych.

W hip-hopie (i coraz powszechniej poza nim) wykonywanie wersów napisanych przez kogo innego uchodzi za faux pas, co utrudnia dawanie koherentnych występów na żywo. Zdarza się, że muzycy pokazują się podczas koncertu na scenie ledwie przez pół minuty, by wykonać swój wers i zaraz zniknąć (jak Pusha-T w Runaway Kanye Westa). Kiedy indziej gościnne zwrotki lecą w tle z głośnika, a właściwy autor tylko głupawo buja głową.

Kwestię tego, czy opisany wyżej stan postępującego mozaikowania tekstów jest zaletą czy wadą muzyki popularnej, pozostawię bez komentarza –⁠ jednak osobom przekonanym o odejściu w niepamięć tzw. poezji śpiewanej (charakteryzowanej przez teksty spójne i gruntownie przemyślane) przychodzę z pomocą.

Sapokanikan

Piosenkę Sapokanikan Joanny Newsom znalazłem na YouTubie. Autorem towarzyszącego utworowi wideo jest nie kto inny, jak reżyser Paul Thomas Anderson (m.in. od Aż poleje się krew czy doskonałej Nici widmo).

Na nagraniu widać trzydziestokilkuletnią długowłosą blondynkę, która –⁠ śpiewając tajemniczy utwór przy akompaniamencie pianina –⁠ skocznym krokiem przemierza ulice Nowego Jorku.

Poza tym, że śledzi ją kamera, a w tle przemija dzień, w teledysku nie dzieje się nic specjalnego. Jednak w muzyce Newsom nawet niewprawne ucho wyczuwa od razu coś nietypowego. Zagadkowy tytuł i dziwnie brzmiące słowa utworu zachęcają do dokładniejszych oględzin.

The cause is Ozymandian
The map of Sapokanikan
Is sanded and bevelled
The land lone and levelled
By some unrecorded and powerful hand

W luźnym tłumaczeniu:

Powód jest ozymandyjski
Mapa Sapokanikan
Jest starta i ścięta
Kraj samotny, zrównany
Dłonią potężną i nieopisaną2

Pierwsza linijka nawiązuje do Ozymandiasza Percy’ego Shelleya –⁠ kultowego wiersza o przemijającej potędze tytułowego starożytnego króla. Newsom spektakularnie rymuje utworzony od jego przydomka przymiotnik z „Sapokanikan” –⁠ pierwotną, indiańską nazwą miejsca na dzisiejszym Manhattanie.

Prawie każda strofa tej ledwie pięciominutowej piosenki jest równie gęsta i intertekstualna. Pojawiają się tam nawiązania do Van Gogha, Tycjana, amerykańskiej architektury, polityki, historii, malarskich technik renowatorskich, prac Arthura Streetona, wiersza Horace’a Smitha, kultury Indian –⁠ a wszystko to wplecione jest w buzujący mikropoemat zupełnie harmonijnie. Trzeba jeszcze wspomnieć o emocjonalnym krajobrazie rysowanym przez czarujący wokal autorki. Zwłaszcza po usłyszeniu zakończenia ma się wrażenie obcowania z czymś naprawdę doniosłym.

Utwór pochodzi z Divers –⁠ ostatniego jak dotąd albumu tej kalifornijskiej3 multiinstrumentalistki, gdzie jest jedną z krótszych piosenek (właściwie stanowi odstępstwo od jej zwykle trudniejszego repertuaru). Dla zilustrowania: czas trwania najkrótszego utworu na innym krążku Newsom, Ys, nieznacznie wykracza poza siódmą minutę, a najdłuższego zahacza o siedemnastą. Co więcej, Amerykanka korzysta z refrenu wyjątkowo oszczędnie –⁠ np. w utworze Emily pojawia się on dwukrotnie w ciągu dwunastu minut.

Newsom jest wyłączną autorką swoich tekstów, prawie zawsze pękających w szwach od archaizmów, neologizmów, gier słownych, dzikich rymów, nietypowej składni, nawiązań do literatury wysokiej, mało znanych mitów, legend czy elementów folkloru –⁠ ale to wszystko stanowi najmniej imponujący aspekt jej dyskografii.

„Ten album [Ys] nie jest wspaniały ze względu na rozległą encyklopedię znaczeń, z której czerpie autorka, ani dlatego, że stoi ponad tanimi nagrodami czy powierzchownymi szaleństwami, których od niej oczekujemy. Jest wspaniały, bo Newsom konfrontuje się z masywem sprzecznych uczuć i potrafi odsiać spośród nich każdy niuans” –⁠ pisze Chris Dahlen z „Pitchforka”, wystawiając płycie niemal perfekcyjną notę. Trudno się z nim nie zgodzić.

Siostra Emilia

Powiedzieć coś celnego o całym œuvre Joanny Newsom nie jest zadaniem łatwym, szczególnie gdy stoi się przed bogatym materiałem pokroju ponaddwugodzinnego Have One On Me –⁠ postaram się więc skupić na jej najpopularniejszym, zaledwie pięcioutworowym Ys (w moim oglądzie, bezbłędnym arcydziele).

Jego nazwa, równie zagadkowa jak tytuł Sapokanikan, pochodzi od zatopionego miasta-legendy z północnoeuropejskiego folkloru. Według Newsom każda piosenka z Ys przedstawia jakąś osobistą historię –⁠ z jej własnego życia lub życia jej bliskich.

Ale nie dajmy się zmylić: fenomen osobistych doznań jest z troską wyłuskiwany przez autorkę ze współczesnej rzeczywistości. I tak Emily, otwierająca album, zaczyna się od sceny polowania przeprowadzonego z polecenia faraona. Następnie przechodzi płynnie w opis rodzinnej okolicy bohaterki (lub jej wyobrażenia, przefiltrowanego umysłem dziecka). Delikatna, słodko-gorzka ballada opowiada o siostrze Newsom –⁠ astronomce –⁠ i ich bliskiej relacji. Wydaje się, że kruchy refren został zainspirowany jej zawodem:

Że meteoryt to tylko źródło światła,
A meteor jest tym, co widzimy,
A meteoroid jest tym, co wytraca
Ogień i leci ku tobie bez siły

I że meteoryt tylko budzi światło,
A meteor to jego odbicie,
A meteoroid to kość, która spadła i leży,
Ofiarowując się w ciszy.

W refren wkrada się jednak błąd. Meteoryt to w końcu kamień, meteoroid –⁠ obiekt kosmiczny, a meteor –⁠ zjawisko świetlne. Nieuważna kompozycja? Nie, raczej subtelny komentarz o tym, że ważniejszy niż dosłowna prawda jest nasz mentalny obraz świata.

Piosenka nie ma w sobie nic mrocznego. Mrok istnieje tutaj –⁠ jak w reszcie utworów –⁠ po to, by mógł zostać przezwyciężony; nie jako tandetne deus ex machina ani przykład komercyjnego konformizmu, ale jak gdyby szczere przekonanie autorki, że sztuka powinna afirmować życie, zamiast je bezmyślnie kwestionować.

Radość i afirmacja nie funkcjonują tu w próżni jako niedorzeczny aksjomat, tak samo jak świat Amerykanki nie jest wolny od problemów. Zwraca na nie uwagę np. utwór Monkey & Bear o historii konstelacji Wielkiej Niedźwiedzicy. Niedźwiedzicę, nazwaną tu przewrotnie Ursulą (od Ursa Major), wykorzystuje pozornie zmartwiona jej dobrobytem Małpa, dla której cyrkowy taniec Ursuli stanowi źródło zarobku.

Fragmenty takie jak: „Nie odwracaj się / Idź nieco szybciej / Czeka cię uczta na Wschodzie, a ten jest tuż za pastwiskiem” i dalej: „Ale wciąż / Muszą opłacić rachunki / Czyż nie?” trafiają w wiele czułych miejsc naszej zbiorowej świadomości. Historia kija (lęku o przetrwanie) i marchewki (następnego wzgórza, za którym czeka koniec udręki) niesie przesłanie zrozumiałe dla każdego.

Trociny i diamenty

Ys (a już na pewno w całej dyskografii Newsom) każdy wystarczająco cierpliwy słuchacz znajdzie coś dla siebie. Mnie urzeka tam zwłaszcza niejednoznaczny utwór Sawdust & Diamonds, w którym bohaterka zwraca się do nienarodzonej (albo zmarłej?) córki. Zachęcam, by piosenki posłuchać samemu –⁠ pozwoliłem sobie jednak przetłumaczyć jeden z najbardziej interesujących fragmentów:

Później szarpie system strun czubki moich skrzydeł (ciętych z pudeł, magazynów): sprawia, że świergocząc, lecę niby wróbel. Znajdę w miejscu, w którym stałam, drewna krąg –⁠ sąg lub dwa –⁠ który rąbiesz, składasz w swoich taczkach.

A to wyjątkowo dobrze wodę nieść i rąbać drewno, umazany sadzą, dzikooki, ciężko-buty; gdy rozbijam się o krokwie, liny, bloczki ciągnę z sobą, a najświętsza z wszystkich dzwonnic płonie tam wysoko.

Potem wolna warga ognia precyzyjnie drąży prerię, kiedy gdzieś, z cążkami, klejem, stawiasz swoje pierwsze cięcie. A w momencie niedającej znieść się niemal wcale wizji podwojonej głodem lwów, złap mnie mocno, gruchał gołąb, wypełniony trocinami i brylantów pyłem.

Chciałam spytać: skarbie, czemu taka mina? Wróblu, przysiądź i zaśpiewaj pieśń o takiej minie. Ośle, bryknij, zarycz pieśń o takiej smutnej minie! Śpiewaj, a ja połknę cały smutek, twoją zimną glinę, po to tylko, żeby unieść twoją długą, smutną minę. I choć może to szaleństwo, wezmę z sobą aż do grobu twoją drogą, smutną minę. I choć nasze kości skruszy czas, rozdzieli nasze dusze –⁠ czemu robisz smutną minę? I choć nasze ciała zrywa wciąż z uścisku ziemi, miła –⁠ czemu robisz smutną minę?

Choć to tłumaczenie pewnie niezupełnie wierne oryginałowi (tak jak sam tekst nie jest przecież nigdy wierny piosence, bogatszej o cały wymiar muzyczny), myślę, że zapoznaje nieco z poetyką Newsom. Autorka sięga po wyobrażenia oddalone od problemów współczesności, ale ze względu na swoją uniwersalność doskonale się w niej odnajdujące. To opowieść o wrażeniu bycia jak drewniana zabawka, która musi dopiero wyzwolić się ze sznurków –⁠ metafora kierującego nami losu.

Potem w chwili, gdy zasnęłam, straszne mnie porwało drżenie. Choć sierotą już nie jestem, drżałam! I przypomnieć nie umiałam sobie, gdy najdalsze drżenie dźgnęło mnie morderczym kołkiem, aż przez środek rozszczepiając. Lecz tak mówić nie powinnam. Wiem już, że to było wtedy –⁠ wtedy albo wcale.

Kalifornijka podchodzi do wyroków swojego losu z dziecięcą ufnością, ale przybraną w dojrzałość i mądrość, których mogą nam dostarczyć tylko przeżycia dorosłego.

Jej teksty zawierają w sobie także esencję przeżyć właściwych wyłącznie kobietom –⁠ więzi dwóch sióstr, rodzenia, ciąży, poronienia –⁠ choć warto podkreślić, że nawet przez ich zasłonę udaje jej się dosięgać tonów wspólnych wszystkim, ponad podziałami płciowymi. Odnajduje siłę w czułości, ceni odwagę, szczerość, dobroć oraz prostotę.

I choć me nadgarstki, talia, wydawały się tak kruche, wciąż odprowadziłabym cię aż do brzegów, w linii których rozpoznają linie twojej twarzy w twarzy córy mojej córy.

Ostatecznie niezwykła poetyka Newsom –⁠ synekdochy, szkatułkowe konstrukcje, wieloznaczne obrazy –⁠ jest, podobnie jak jej rymy, nieprzetłumaczalna ani na język polski, ani na „zwyczajną” lirykę. Meliczny aspekt romantycznej twórczości Amerykanki ma w sobie coś z poetek Lesbos grających na lirach.

Za każdym razem, gdy podczas koncertowego wykonania któregoś ze swoich kilkunastominutowych utworów poetce zdarzy się zapomnieć tekstu, widownia śmieje się głośno i jej kibicuje. „Mamy cię” –⁠ wydają się mówić z satysfakcją –⁠ „jednak też jesteś tylko człowiekiem!”.

Newsom z pewnością bardziej niż cokolwiek innego ceni sobie człowieczeństwo. Archaizmy, nawiązania, schematy rymów i encyklopedyczna precyzja są jedynie ubraniem, makijażem, kurtyną. Nie ukrywa, że jest człowiekiem; jest dumna ze swoich sprzecznych, poplątanych, niezrozumiałych uczuć i niedociągnięć.

Doskonałość to w jej rozległym twórczym krajobrazie zatopione miasto Ys –⁠ nie da się go odnaleźć, co nie przeszkadza jej szukać.

Przypisy

  1. „Podnoszenie muzycznego aspektu słowa poetyckiego kosztem funkcji semantycznej jest niweczeniem poezji jako poezji”, P. Ricoeur, Le Poétique (1966), w: tegoż, Lectures 2. La contrée des philosophes, Paryż 1992, s. 338. Cytat za A. Hemej, Stereotyp(y) muzyki w literaturze, dostęp 16.08.2026. Z rozbawieniem zauważam, że tytuł tekstu Hemeja korzysta z zabiegu, o którym wspominam w tekście. ↩︎
  2. Wszystkie tłumaczenia w tym artykule są mojego autorstwa. ↩︎
  3. Jeśli obiło się wam o uszy nazwisko „Newsom”, być może nieprzypadkowo kojarzycie je z gubernatorem Kalifornii, Gavinem Newsomem. Joanna Newsom jest jego daleką krewną. ↩︎